KOTY
Sa na każdej ulicy, drzemią pod autami, śmietnikami, dokarmiane przez ludzi. Przy bramie którą wchodziliśmy na kwatirę codziennie pewna miła staruszka wystawiała tackę z rybymi szczatkami, przy których dostojnie zasiadało kilka sierściuchów w sobie znanej hierarchii. Koty są tam w małych i dużych miastach, widac świetnie czują sie w nadmorskim klimacie, pełnym ptaków, ryb i turystów. A moze Bułgaria jest takim kocim niebem, do którego trafiają na to swoje siódme (a moze dziewiąte? hm) zycie?...
NEKROLOGI
Nie byloby w nich nic dziwnego i w sumie w ogole nie poruszalabym tego tematu gdyby nie to, ze w Bulgarii najwyrazniej jest zwyczaj umieszczania na nekrologu zdjecia zmarlej osoby. Fotka niekoniecznie jest zwyczajna, taka z dokumentu tozsamosci, choc i takie sie zdarzaly.


Widzielismy kilka nekrologow ze zdjeciami z imprez i innych codziennych, zwyczajnych sytuacji gdy denat cieszył się zdrowiem i zyciem. Poza tym owe nekrologi bardzo długo wiszą, napotkaliśmy mnóstwo z końca 2008 roku i poczatku 2009 - nikt ich nie zdejmuje, nie tylko z ulic ale i z okolic cerkwi.
CHODNIKI
A konkretnie nonszalanckie podejscie architektów, budowniczych i planistów bułgarskich do sprawy tak prozaicznej, i - wydawałoby się - rozpowszechnionej - jak chodniki.

To to jest jeszcze bardzo przyjazny chodnik, kończący się drzewkiem. [Tony S. ;)]
W mniejszych i większych miastach jest tak samo, to znaczy jeśli chodnik jest ( a to juz samo w sobie nie jest takie oczywiste), to co chwilę jest szatkowany drzewami swobodnie rosnącymi, wyrwami czatującymi na niewinne kostki przechodni, autami bojowniczo zaparkowanymi bez zachowania jakiegokolwiek miejsca na przejście... Nie mają zadnych szans wózki z dziećmi, większe bagaze, niepełnosprawni, rowerzysci chcący uniknąć rozjechania przez auta pędzące z iście południowym temperamentem- cóz, widocznie co kraj, to obyczaj, w kazdym razie spacer chodnikiem w Bułgarii jest nie lada wyczynem ;)
BODY LANGUAGE
A, jeszcze jedno - przed wyjazdem zastanawialiśmy się czy Bułgarzy zachowali bizantyjski zwyczaj przeczącego kręcenia głową na tak i potakiwania na nie - prawdę mówiąc odniosłam wrazenie że pod tym wzgledem dostosowali się do turystów, starając się na wszelki wypadek nie wykonywać zadnych gwaltownych ruchów szyją. Biznes jest biznes ;) Po co narazac sie na utratę klienta zbędną gestykulacją, gdy wystarczy wystukać odpowiednią kwotę na kalkulatorze i pokazać zbaraniałemu podroznikowi by wysupłał lewy wraz ze statinkami z topniejącego na kazdym kroku portfela...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz