piątek, 17 lipca 2009

little differences 2

To co najciekawsze zobaczyliśmy podczas naszych popołudniowych wycieczek na przedmieścia miasteczka. Balczik to mała miejscowość, jednak oprócz swojego centrum turystycznego ma wiele ciekawych i mało znanych przeciętnemu turyście miejsc. Poznaliśmy je poniekąd dzięki temu, że zakwaterowani byliśmy w mieszkaniu normalnej bułgarskiej rodziny. Pokój był przytulny, a z dodatkowego wyposażenia mieliśmy do dyspozycji lodówkę (nota bene marki Polar z początku lat 70-tych - ale nadzwyczaj sprawny i cichy egzemplarz). Mieszkanie było w dwupiętrowym bloku niedaleko wybrzeża.




Skrzynki pocztowe. Nie ma tu zbyt wielu mieszkańców


Klatka schodowa o zapachu morskiej wilgoci ;)

Samo miasteczko usytuowane jest na dosyć zróżnicowanym terenie. Jest tam wiele wzniesień, które w upalny dzień dają się nieco we znaki. Po południu można się jednak zdecydować na wycieczkę.

Jednego dnia postanowiliśmy wybrać się w okolice widocznego z dołu napisu Balczik. Napis znajduje się na najwyższym okolicznym wzniesieniu i jest widoczny z każdego praktycznie miejsca w miasteczku. Nocą jest on podświetlony i świetnie prezentuje się nad migoczącym różnymi światłami miasteczkiem.


Napis: Balczik. Widok z sąsiedniego wzgórza


Balczik nocą

Aby dotrzeć na sam szczyt wzgórza trzeba przejść przez romską dzielnicę. Zobaczymy tutaj tę nieco mniej znaną Bułgarię. Tak naprawdę nie spodziewaliśmy się takich klimatów, bo żaden z przewodników nie wspominał ani o przedmieściach, ani o jakichkolwiek innych ewentualnych niespodziankach jakich można doświadczyć schodząc z uczęszczanych przez turystów tras.
Po uliczkach biegały umorusane dzieciaki. Mężczyźni siedzieli na murku patrząc na nas zaciekawionym wzrokiem. Na około słychać było kłótnie, krzyki i śmiechy oraz inne odgłosy małomiasteczkowej romskiej dzielnicy.
Dopiero po kilkuset metrach, gdy zbliżyliśmy się do końca rozkopanej w tym czasie drogi poczuliśmy lekką ulgę, że nikt nas tam nie zaczepił.
Na końcu drogi pasły się niczym nie zrażone kozy, które próbowały jeść nawet osty.





Dalej postanowiliśmy przejść wydeptaną przez kozy ścieżką, która jak się okazało prowadziła do asfaltowej drogi. Po drugiej stronie drogi było już nieco bardziej stromo jednak mimo wszystko da się wejść na sam szczyt nawet w klapkach i sandałach ;) Na szczycie czuć powiew świeżego morskiego powietrza i jest bardzo przyjemnie. Rozpościerają się stamtąd przepiękne widoki na morze i na miasteczko.




Widok na morze i naszą kwatirę

Napis: Balczik został zdobyty. Nie wydaje się aby było to częste. Trzeba zadać sobie trochę trudu aby się tam dostać. Na szczycie widać jedynie ślady po racach i fajerwerkach, odpalanych zapewne podczas ważniejszych świąt.


Zdobyliśmy napis Balczik 5 lipca 2009, 17:20

1 komentarz:

  1. Witam!
    Trafiłem na tę stronę, szczęśliwy, że nie tylko ja odwiedzam Bałczik.
    Niestety natrafiłem na błędy w Waszym opisie cyt: "Aby dotrzeć na sam szczyt wzgórza trzeba przejść przez romską dzielnicę". Dzielnica, przez którą przechodziliście była turecka a nie romska. Turcy w Bułgarii stanowią drugą wielkościowo grupę narodowościową. Bałczik był pod panowaniem Turcji przez ponad czterysta lat.
    cyt:"Dopiero po kilkuset metrach, gdy zbliżyliśmy się do końca rozkopanej w tym czasie drogi poczuliśmy lekką ulgę, że nikt nas tam nie zaczepił." Rozumiem, że po zobaczeniu tychże kontrastów powstała w Was obawa. Jednakże zupełnie niepotrzebnie. Są to bardzo mili i gościnni ludzie. Większość z nich posługuje się naszym językiem.
    Wybaczcie te dygresje.
    Pozdrawiam
    Jacek
    naskee@interia.pl

    OdpowiedzUsuń